Wpisany: 2010-01-30 15:03
Mąż siedzi na kibelku i potwornie zmaga się z fizjologią. Pojękuje, stęka, napina. Męczy się okrutnie i wysila do granic wytrzymałości.
Nagle do domu wraca żona. Myśląc, że nikogo w nim nie ma z niezadowoleniem gasi światło w ubikacji. W tym momencie dochodzi ją przeraźliwy wrzask. Przerażona otwiera drzwi do kibelka:
- Co ci się stało?
- A nic, nic. Myślałem, że mi oczy pękły.








